Podróżnik zagraniczny

Sewilla – słoneczne wakacje w rytmie flamenco

Błękit nieba, promienie słońca czule pieszczące skórę, ale palące ziemię, żar lejący się z nieba i wachlarze niosące drobne chwile ukojenia, tupot końskich kopyt ciągnących dorożki i stukot obcasów podrygujących w rytm flamenco doprawiony delikatnym szmerem kastanietów. ¡Olé! Witamy w Sewilli.

Już na dzień dobry, a raczej na dobry wieczór, Sewilla pokazała, co potrafi. Z powodu opóźnienia lotu z Krakowa, moje stopy dotknęły hiszpańskiej ziemi mocno po 21 i od razu dało się poczuć, do jakiego miejsca trafiłam. Pomimo październikowej nocy od razu można było poczuć przyjemne ciepło, a słupki termometrów pokazywały 25 stopni. Szybki transfer z lotniska do apartamentu, zrzucenie nadmiaru ubrań i bardzo późna kolacja – hiszpańska tortilla i szklaneczka hiszpańskiego piwa. Pomimo późnej pory wszystkie stoliki w ogródku zajęte. Dorośli toczą przyjazne pogawędki, a dzieci smacznie śpią w wózeczkach.  Pora na szybkie zwiedzanie przed snem i przywitanie z miastem, które w blasku ciepłego światła latarni wygląda magicznie. Poczucie magii wzmagają u mnie dorożki. Od razu budzi się we mnie skojarzenie z Krakowem i gdzieś w tyle głowy pojawia się pytanie, czy może właśnie mija mnie zaczarowana dorożka, zaczarowany dorożkarz, zaczarowany koń? Jest bajecznie, urzekająco i gorąco. ¡Olé!

Sewilla – stolica Andaluzji, czwarte co do wielkości miasto Hiszpani, korzeniami sięgające drugiego wieku przed naszą erą, założona przez Iberów, ale swoje najbardziej charakterystyczne cechy zawdzięczające arabskim wpływom. To tutaj podjęto decyzję o wyprawie Magellana, to tutaj przebywał Krzysztof Kolumb. Krótko mówiąc działo się tutaj sporo i sporo jest też do zobaczenia. Mnie najbardziej zachwycił labirynt wąskich uliczek wijący się na terenie starego miasta, pomiędzy pałacem królewskim a katedrą. Dosłownie i bez przenośni wąskich. Niektóre tak bardzo wąskie, że stając z rozłożonymi rękoma mogłam dotykać murów stojących po obu ich stronach kolorowych kamienic. W wielu miejscach sąsiedzi śmiało mogą wspomagać się solą, czy innymi drobiazgami, bez konieczności schodzenia na dół, za to wychylając się przez okno. Uliczki tętnią życiem, a szczególnego uroku nabierają wieczorem. Jest na nich pełno kawiarnianych stolików, przy których toczy się towarzyskie życie. Przez dzień króluje kawa, czekolada i churros, a dzieci dostaną tutaj szklankę mleka i słodką przekąskę. Wieczorami, kiedy wraz z malejący upałem rośnie głód, nadchodzi czas na kolację, a wiadomo jedzenie najlepiej smakuje w towarzystwie przyjaciół i rodziny. Jeśli jednak chciałoby się kontynuować spotkanie towarzyskie w zaciszu domu warto pomyśleć o tym wcześniej i mieć przygotowaną butelkę wina, ponieważ po 22 alkoholu w sklepie już nie kupisz (przynajmniej oficjalnie i legalnie 😉 ).

Jednak nie samym jedzeniem żyje człowiek, w związku z tym, czas na zwiedzanie. Jak już wspomniałam, jest tutaj bardzo dużo ciekawych miejsc do zobaczenia, ja jednak wspomnę tylko o najważniejszych (ostrzegam, zestawienie to jest mocno subiektywne).

Plac Hiszpański (Plaza de España)

Piękna architektura odcinająca się na tle błękitnego nieba od pierwszego spojrzenia budzi radość w sercu. Oczyma wyobraźni od razu widzi się spacerujących dawnych królów, bogatych mieszczan, a może nawet i Kolumba. Jednak  tutaj pierwsze zaskoczenie, bo miejsce to jest bardzo młode. Powstało w 1929 r.  z okazji Wystawy Iberoamerykańskiej. Plac zbudowany jest na planie półkola, architektonicznie nawiązuje do wpływów arabskich oraz art deco,  ale jest pełen elementów charakterystycznych dla Sewilli – cegły oraz ręcznie malowanych ceramicznych kafli (azulejos) przedstawiających mapy oraz najważniejsze wydarzenia z historii każdej z 48 hiszpańskich prowincji. Można tutaj poczuć się trochę jak w Wenecji, bo plac przecina miniaturowy sztuczny kanał, w którym pływają ryby i po którym śmiało można popływać łódką.

Złota Wieża (Torre del Oro)

Kiedy już nacieszymy się placem warto poszukać Złotej Wieży. Bądźcie jednak czujni, żeby jej nie przegapić. Pewnie spodziewacie się zobaczyć budowlę lśniącą oślepiającym blaskiem promieni słonecznych odbijających się w złotych płytkach lub sztabkach, jednak niestety muszę Was mocno rozczarować. Z prawdziwym złotem nie ma ona nic wspólnego. Jedni mówią, że pierwotnie była pokryta złotymi płytkami, inni że zaprawą z wapna i słomy, która dawała efekt połysku złota, jednak obecnie nie ma po tym śladu i prezentuje się raczej skromnie. Ta 36 metrowa wieża została zbudowana przez Arabów  nad brzegiem rzeki Gwadalkiwir, na planie dwunastokąta,  w 1220 r., jako część miejskich murów obronnych – jedna ze 166 wież, służąca zarazem jako latarnia morska. Dziś mieści się tutaj niewielkie Muzeum Marynarki Wojennej, w którym można obejrzeć m.in. modele statków, mapy nawigacyjne, kompasy. Znajduje się tutaj również punkt widokowy, z którego rozpościera się widok na miasto.

Pałac królewski (Real Alcázar de Sevilla)

Jednym z najbardziej charakterystycznych zabytków będących pozostałością obecności Arabów w Sewilli jest pałac królewski (Real Alcázar de Sevilla). Pałac, a właściwie zespół kilku pałaców, korzeniami sięga XI w., kiedy to jego najstarsza część została wzniesiona za rządów dynastii Almohadów. W XIV w. został mocno przebudowany już przez Hiszpanów w stylu mudejar, czyli stylu łączącym elementy charakterystyczne dla kultury arabskiej z chrześcijańską architekturą romańską i gotycką. Budynek prosty i surowy z zewnątrz, kryje w sobie zachwycające wnętrza oraz cudowne ogrody. Na jego zobaczenie warto przeznaczyć kilka godzin, żeby w spokoju, bez pośpiechu pieścić oczy wszechobecnym pięknem.

Katedra Najświętszej Marii Panny

W drugiej połowie XII w., na polecenie kalifa Abu Jacub Jasufa z dynastii Almohadów, w Sewilli został wzniesiony wielki meczet, obok którego stanął równie okazały minaret. 100 lat później Sewilla została odbita z rąk arabskich przez króla Ferdynanda III, w związku z czym meczet zaczął być wykorzystywany jako świątynia chrześcijańska i pełnił tę funkcję przez kolejnych 150 lat. W 1401 r. podjęta została decyzja o zburzeniu meczetu i zbudowaniu na jego miejscu gotyckiej świątyni. Jednak nie dokonano całkowitego zniszczenia, dzięki czemu do dnia dzisiejszego dotrwało dwóch niemych świadków, pamiętających arabskie czasy.    Pierwszy z nich to minaret. Dziś oczywiście nie pełni tej roli. W trakcie XV-wiecznej przebudowy przemieniony został w katedralną dzwonnicę i dzielnie sprawuje tę funkcję do naszych czasów, obecnie służąc również za punkt widokowy. Jest to miejsce, które koniecznie trzeba odwiedzić. Po pierwsze ze względu na roztaczający się z góry widok na miasto. Po drugie ze względu na ciekawostkę, że na tę prawie 100-metrową wieżę prowadzi zaledwie 17 schodów. Bez obawy – te schodki nie mają po ponad 5 metrów wysokości, więc bez problemów dostaniecie się na szczyt. Zamiast schodów zastosowano bowiem pochylnię, po której dawni muezini mogli poruszać się konno. Drugim świadkiem arabskiej przeszłości jest Patio de Naranjas (Dziedziniec Pomarańczy), czyli dawny dziedziniec meczetu. Oprócz drzew pomarańczy można podziwiać tutaj fontannę, której misa uważana jest za pozostałą po Wizygotach chrzcielnicę, a także kamienną ambonę będącą świadkiem wystąpień słynnych hiszpańskich kaznodziejów.

Dziś Katedra Najświętszej Marii Panny należy do najpiękniejszych i największych gotyckich kościołów na świecie. Zachwyca zarówno z zewnątrz, jak i od środka. Tutaj również warto spędzić sporo czasu, aby bez pośpiechu delektować się każdym architektonicznym detalem. Wszystkich pasjonatów podróży oraz wielkich odkryć geograficznych pewnie ucieszy fakt, że spotkają tutaj skryte w interesującym nagrobku, doczesne szczątki tego, który 12 października 1492 r. dotarł na wyspę Guarani na Bahamach, dokonując jednego z najważniejszych odkryć w historii ludzkości.  Krzysztof Kolumb, bo oczywiście o nim mowa, i odkrycie Ameryki są ważnym elementem historii Hiszpanii, w związku z czym 12 października jest tutaj świętem narodowym.

La Cartuja

Katedra to nie jedyne miejsce w Sewilli związane z Kolumbem. W trackie przygotowań do drugiej wyprawy do Ameryki Kolumb przebywał, a także przechowywał część dokumentów i przedmiotów osobistych w klasztorze La Cartuja de Santa María de las Cuevas, zlokalizowanym na wyspie na rzece Gwadalkiwir. Tutaj również był przez 30 lat pochowany.  Klasztor został zbudowany w XIII w. przez zakon Kartuzów, a od XV w. zamieszkiwali w nim franciszkanie. W 1841 r. budynki klasztorne zostały zakupione przez Charlesa Pickmana, który otworzył w nich fabrykę ceramiczną. Obecnie mieści się w nich Andaluzyjskie Centrum Sztuki Współczesnej. W 1992 r. teren wyspy został przeznaczony na potrzeby wystawy światowej. W związku z tym dokonano głębokiej rewitalizacji – odrestaurowano budynki klasztorne, zbudowano park, sztuczne jezioro oraz liczne nowoczesne budynki. Pod koniec lat 90-tych zbudowano tutaj również stadion piłkarsko-lekkoatletyczny La Cartuja.

Benito Villamarín i Ramón Sánchez Pizjuán

Jeżeli już jesteśmy przy stadionach to fani piłki nożnej z pewnością znajdują tutaj coś dla siebie. Sewilla jest siedzibą dwóch ponad stuletnich klubów piłkarskich: Real Betis Balompié i Sevilla Fútbol Club. Zapewne wiecie, że dla prawdziwego Hiszpana i pełnokrwistej Hiszpanki piłka nożna to świętość. W dni meczowe, zarówno te, kiedy na boisko wybiegają przedstawiciele lokalnych klubów, jak i te kiedy gra narodowa reprezentacja, hiszpańskie miasta i miasteczka ogarnia futbolowa gorączka, powietrze aż drży od unoszących się emocji, a świętowanie wylewa się poza stadiony. Od razu uprzedzę komentarze – to wygląda zupełnie inaczej niż u nas 😉  W Madrycie kibice Realu świętują przy fontannie Fuente de Cibeles, natomiast świadkiem radości kibiców Atlético de Madrid jest fontanna Neptuna. W Sewilli Béticos świętują przy położonej niedaleko Torre del Oro fontannie Híspalis, a Sevillistas z kolei upodobali sobie ratusz. Stadiony obu klubów można zwiedzać, przy czym na Estadio Benito Villamarín (stadion Betisu) obowiązuje zwiedzanie z przewodnikiem, natomiast Estadio Ramón Sánchez Pizjuán (stadion Sevilli) zwiedza się samodzielnie. Zwiedzanie obejmuje przede wszystkim część muzealną, szatnie oraz trybuny. Na murawę niestety wejść nie można.

La Macarena

Wędrówkę po Sewilli zakończymy w miejscu, które również jest bardzo ważne dla mieszkańców tego miasta. Nie wiem, czy kojarzycie film „Ocho apellidos vascos”. Jeśli tak, może już domyślacie się o jakim miejscu mowa. Macarena. Wielu osobom Macarena kojarzy się z przepełnioną artystyczną atmosferą dzielnicą, pełną sklepów z książkami oraz odzieżą retro, klimatycznych barów i knajpek. Jednak prawdziwą królową, do której ciągnie tłum pobożnych mieszkańców Sewilli, jest tutaj Ona – Nuestra Señora de la Esperanza Macarena – Matka Boża Nadziei, znana powszechnie jako La Macarena. Bazylika została wybudowana w 1940 r. i jest uważana za jedną z najpiękniejszych budowli w Sewilli. Oprócz piękna dekoracji zachwycić, ale i zaskoczyć może XVII-wieczna figura Matki Bożej Bolesnej zwanej przede wszystkim Matką Nadziei, ale także Matką Boską Torreadorów. Figura wykonana jest z drewna cedrowego oraz sosnowego i mierzy 175 cm wysokości. Zgodnie z hiszpańskim zwyczajem figura ubrana jest w prawdziwe szaty – rozłożystą suknię, płaszcz, welon, klejnoty. Niestety nie wiem, ile waży, ale biorąc pod uwagę rozmiar i szaty musi to być niemały ciężar, tymczasem co roku jest niesiona podczas corocznej wielkopiątkowej procesji przechodzącej ulicami miasta. Na szczęście, żeby znaleźć się w pobliżu La Macareny nie trzeba czekać do Wielkiego Piątku. Wystarczy ustawić się cierpliwie w długiej kolejce pielgrzymów i wspiąć się po schodach na tyły ołtarza. Wtedy można mieć ją prawie na wyciągnięcie ręki.