W Krainie Ducha Gór
Sudeckie zbocza spokojnym krokiem przemierza starszy pan w stroju myśliwego. Zamiast strzelby trzyma w ręku kostur, o który opiera swoje stare ciało. Wiatr rozwiewa jego długie, siwe włosy i równie długą, białą brodę. Dogląda lasów, opiekuje się zwierzętami, sprawdza czy nikt, ani nic nie zakłóca spokoju przyrody. Jeżeli spotkacie go na szlaku przywitajcie go uprzejmie i bądźcie dla niego mili. Wprawdzie zwykle jest łagodny i nie robi nikomu krzywdy, ale potrafi pokazać groźne oblicze. Jeżeli ktoś jest arogancki lub nie przestrzega praw obowiązujących w jego domu i niszczy przyrodę to potrafi sprowadzić gwałtowną burzę z piorunami i ukarać śmiałka. Może też skusić do wejścia w Błędne Skały i uniemożliwić znalezienie wyjścia z labiryntu. Czasami chce ukryć piękno Karkonoszy przed wścibskimi oczami i otula je grubą warstwą chmur, a czasami sam przemienia się w chmurę, albo w mgłę, albo w wiewiórkę, a czasem w wesołego karczmarza. Postaci potrafi przybrać wiele i imion też ma wiele. Jedni nazywają go Karkonoszem, inny Liczyrzepą. W Czechach znany jest jako Krakonoš, Krkonoš lub Rýbrcoul, a w Niemczech jako Rübezahl. Duch Gór, bo o nim mowa, towarzyszy mieszkańcom Sudetów od wieków. Pierwsze legendy o nim istniały już w dawnych czasach, kiedy to Karkonosze i Góry Izerskie traktowane były jako jedno pasmo, noszące nazwę Gór Olbrzymich lub Gór Olbrzymów, budzących postrach, nawet wśród miejscowych. Jeśli nie uda się Wam spotkać go na szlaku, to z pewnością bez trudu natkniecie się na jego ślady w Karpaczu, Szklarskiej Porębie, Jeleniej Górze oraz innych miejscowościach tego region. Szukajcie w sklepach z pamiątkami, muzeach, ale także sektorze hotelarsko-gastronomicznym. Z pewnością natkniecie się na niejednego Ducha i Liczyrzepę.

Mam jakąś dziwną słabość do Karkonosza i jego królestwa. Być może nieświadoma niczego spotkałam go kiedyś na szlaku i rzucił na mnie urok. Więc chociaż dzieli nas spora odległość, to lubię wracać do jego domu. Tym razem Duch Gór skusił mnie biegówkami. Tegoroczna zima oszczędnie gospodarzyła zapasami śniegu, więc w moje głowie najpierw nieśmiało, a potem coraz śmielej, zaczęła kiełkować myśl, że jak próbować biegówek, to na legendarnej Polanie Jakuszyckiej. W końcu to najbardziej znany ośrodek narciarstwa biegowego i biathlonu nie tylko na Dolnym Śląsku, ale w całej w Polsce. I chociaż w Małopolsce jest kilka miejsc, gdzie na biegówkach można równie dobrze pojeździć, to jednak tajemnicza siła przyciągania sprawiła, że po raz kolejny zawitałam na Dolnym Śląsku.

Podróż z Krakowa upłynęła pod znakiem pogodowego rollercoastera. W Małopolsce pochmurno, na Śląsku czasem chmury, czasem deszcz, momentami bardzo intensywny, ale im bliżej Dolnego Śląska tym lepiej. W opolskim znaczna poprawa pogody, a okolice Jeleniej Góry powitały nas błękitem nieba i pięknie prezentującymi się na horyzoncie pasmami górskimi.
Dzień 0. Szklarska Poręba
Meldujemy się w Szklarskiej Porębie i robimy z niej bazę wypadową dla weekendowych planów. Zanim jednak zaczniemy je realizować, idziemy coś przekąsić i trochę pozwiedzać, bo po 400 km w samochodzie jesteśmy głodni jak stado wilków i spragnieni spacerów jak górskie kozice. Mijamy kolejne lokale gastronomiczne, przed którymi ustawiają się kolejki oczekujących na wolny stolik. Nie ustawiamy się w nich, lecz szukamy miejsca, gdzie można po prostu siąść i zjeść. Moją uwagę przykuwa budynek z daleka wyglądający jak stary młyn. Kiedy podchodzimy bliżej okazuje się że mam rację. To Młyn Łukasza – dawny młyn wodny na przepływającej przez miasto rzece Kamieńczyk, murowano – drewniany, dekorowany rzeźbą figuralną. W drugiej połowie XIX wieku, wraz z rozwojem turystyki w Szklarskiej Porębie, został przerobiony na zajazd i do dziś pełni podobną funkcję. Przed drzwiami jednak stoi tłumek oczekujących, więc idziemy dalej. W końcu udaje nam się znaleźć lokal, przed którego drzwiami nikt nie czeka. Zajmujemy przedostatni wolny stolik, a niedługo po naszym wejściu przed drzwiami zaczyna ustawiać się kolejka.

Szklarska Poręba to niewielkie miasteczko położone w dolinie i otoczone górami. Z jednej strony rozciągają się Góry Izerskie z Wysokim Kamieniem (1058 m n.p.m.) dumnie wznoszący się nad miastem. Z drugiej otaczają je Karkonosze z patrzącą z góry na wszystko Szrenicą (1362 m n.p.m.). Liczba mieszkańców nie przekracza 6 tysięcy, jednak przybywający tu liczni turyści znacznie powiększają tę liczbę. Szacunkowo w ciągu roku przez Szklarską Porębę przewija się ponad milion turystów, w związku z czym panuje tutaj klimat charakterystyczny dla tego typu kurortów. Jednak początki długiej historii miasta nie mają nic wspólnego z turystyką.

Jeżeli Szklarska kojarzy Wam się ze szkłem, a Poręba z wszelkiego rodzaju wycinkami leśnymi, to jesteście na dobrym tropie. Już w XIV w. funkcjonowała tutaj „od dawna” huta szkła, na potrzeby której pozyskiwano drewno z okolicznych lasów. Działalność huty przyciągała również coraz więcej osób, które zaczęły na oczyszczonych z drzew terenach zakładać osady. I tak z roku na roku, ze stulecia na stulecie Szklarska Poręba rozbudowywała się. Na początku XIX w. była jedną z największych sudeckich wsi, z dwoma hutami, trzema młynami, czterema szkołami i dwoma kościołami (katolickim i ewangelickim). Działalność hutnicza prowadzona była do 1993 r. kiedy to wygaszono ostatni piec.
Szklarska Poręba to nie tylko szkło, ale również poszukiwacze minerałów i kamieni szlachetnych. W XIV w. przybywali tutaj obcokrajowcy, zwani bez względu na kraj pochodzenia, Walończykami. Pozostawili ono po sobie liczne ślady: sztolnie, wyrobiska, szyby, a także tajne znaki na skałach. Dziś można je odnaleźć przemierzając wytyczony w mieście Szlak Waloński, oznaczony na czerwono jako ścieżka dydaktyczna.
Co można robić w Szklarskiej Porębie? Bardzo dużo. Można spacerować, zwiedzać, wracać do zdrowia, odpoczywać (więcej propozycji na końcu wpisu). Dla mnie Szklarska Poręba to przede wszystkim świetna baza wypadowa w góry no i na biegówki, jednak nawet zwykli spacerowicze będą mieli co robić, a poza tym wyrobią sobie kondycję, bo tutaj w wielu miejscach jest „pod górkę”. Warto chociażby odwiedzić Krucze Skały, czyli zespół granitowych skał, wysokich na 30 metrów, na szczycie których znajduje się punkt widokowy.


Dzień 1. Jakuszyce
Skoro mają być biegówki to kierujemy się do Jakuszyc – najwyżej położonej części Szklarskiej Poręby, (850 m n.p.m. i wyżej). To właśnie tutaj co roku odbywa się jedna z najsłynniejszych imprez narciarstwa biegowego – Bieg Piastów. Zostawiamy samochód na płatnym parkingu pod Ośrodkiem Narciarstwa Biegowego na Polanie Jakuszyckiej. Parking jest płatny, ale wejście na trasy jest darmowe. Polana Jakuszycka jest świetnym miejscem zarówno do postawienia pierwszych kroków na nartach biegowych, jak i do bardziej zaawansowanych treningów. Większość tras położona jest w Górach Izerskich.

Idziemy do wypożyczalni, odbieramy sprzęt i próbujemy naszych sił, pod czujnym okiem instruktora. Pogoda nie zachwyca, ale nie jest źle. Słońce pewnie woli nie patrzeć na nasze narciarskie próby, więc schowało się za chmurami. Krótko podsumowując ten dzień powiem, że do Justyny Kowalczyk sporo mi brakuje. Dzieli nas mniej więcej taka różnica poziomów jak odległość z ziemi do gwiazd (i oczywiście to nie ja jestem gwiazdą). Na szczęście przeżyłam.
Dzień 2. Karkonoska pętelka
Czas na wizytę w domu Ducha Gór. W końcu mieszkamy tuż za rogiem. Szlaki wiodą z centrum miasta, a ulice po prostu z czasem tracą swój miejski charakter i zmieniają się w górskie szlaki. Chociaż jest początek lutego więcej w pogodzie wiosny niż zimy, co sprawia, że warunki do wędrówki są średnie – dużo lodu. Widoczność też średnia. Karkonosz chyba nie chce zbyt wielu gości, bo górne partie szczytów toną w chmurach. Urządzamy więc spacer szlakiem karkonoskich schronisk. W trakcie zaledwie 16 km pętelki (846 m w górę i 785 w dół), dotarliśmy do 4 (w 3 zatrzymaliśmy się na małe co nieco): Schronisko pod Łabskim Szczytem, Schronisko Szrenica, Schronisko na Hali Szrenickiej i Schronisko Kamieńczyk.

Ze Szklarskiej Poręby wyruszyliśmy czarnym szlakiem prowadzącym ulicami 1 maja oraz Kołłątaja. Na skrzyżowaniu szlaków odbijamy w niebieski prowadzący do Schroniska pod Łabskim Szczytem, a dalej do Czeskiej Budki. W samej Szklarskiej zero śniegu, jednak im wyżej tym szlak staje się coraz bardziej śliski i oblodzony. Bez raczków ani rusz. W końcu pojawia się śnieg. Dużo śniegu. Górne partie Karkonoszy otulone śniegiem i chmurami. Chociaż tak naprawdę nie lubię śniegu, ani zimy i zdecydowanie wolę lato, to jednak śnieg w górach wygląda bajecznie. Czuję się trochę jak Gerda z baśni Andersena, ale na szczęście nie muszę szukać Kaja. Mogę podziwiać ośnieżone drzewa oraz wszechobecną biel, od której czasem odcina się czerń zaspanych śniegiem schronisk.



W Schronisku pod Łabskim Szczytem zatrzymujemy się na chwilę. Na zewnątrz mróz, ale w środku otacza nas przyjemne ciepło. Posilamy się smaczną zupą i herbatą z sokiem, po czym ruszamy dalej. Jeszcze przez krótką chwilę trzymamy się szlaku niebieskiego, jednak na Mokrym Rozdrożu zmieniamy go na zielony. Idąc dalej prosto doszlibyśmy do grani prowadzącej na Śnieżne Kotły, jednak nie tym razem. Skręcamy w prawo, na zielono oznakowaną ścieżkę, zwaną Mokrą Drogą i zmierzamy przez Szrenickie Mokradła w kierunku Szrenicy. Na Mokrej Przełęczy docieramy do szlaku czerwonego, czyli Głównego Szlaku Sudeckiego i skręcamy nim w prawo. Po drodze mijamy Trzy Świnki. Spokojnie, spokojnie, nie zagubione w śniegu różowe chrumkające zwierzaki, panicznie bojące się złego wilka, ale skały. Ze względy na warunki zimowe trzymamy się głównego szlaku, wejście na jego obejścia jest zabronione. Na Granicznej Łące decydujemy się na mało skok w bok. Zamieniamy na chwilę szlak czerwony na czarny i zamiast w lewo do Szklarskiej Poręby, skręcamy w prawo. Na jego końcu czeka na nas Szrenica (1362 m n.p.m.) oraz kolejne schronisko oraz obserwatorium klimatologiczne Uniwersytetu Wrocławskiego. Na szczyt prowadzi również krzesełkowa kolej linowa, więc mniej zaawansowani piechurzy również mogą tutaj dotrzeć.



Po obiedzie wracamy na szlak. Czarnym dochodzimy do czerwonego i trzymamy się go już do końca naszej wędrówki. Szrenica to najwyżej położony punkt na trasie, więc od tej pory mamy cały czas z górki. Po kilkunastu minutach dochodzimy do Schroniska na Hali Szrenickiej, ale nie wchodzimy. Ile można jeść. Naszym celem jest prywatne schronisko Kamieńczyk. W końcu dochodzimy do schroniska i Wodospadu Kamieńczyka. To najwyżej położony wodospad po polskiej stronie Karkonoszy (846 m n.p.m.), składający się z 3 kaskad o łącznej wysokości 27 m. Z punktu widokowego koło Schroniska możemy obejrzeć jego górną cześć. Żeby zobaczyć dolną, trzeba zejść w dół na kamienny taras, jednak trzeba przejść przez kasę biletową, która o tej porze jest już zamknięta. Wchodzimy do schroniska na kawę, a potem kierujemy się do centrum Szklarskiej Poręby.


Dzień 3. Szklarki i Kochanówka
Po raz pierwszy oglądałam wschód słońca wznoszącego się powoli na nieboskłon nad górami nie ruszając się z ciepłego łózka. Kiedy tylko otworzyłam oczy oniemiałam z zachwytu. Niebo delikatnie zaczynało blednąc i przybrało charakterystyczną różową barwę zapowiadającą spektakl. Wcześniejsze pochmurne poranki sprawiły, że nie zauważyłam, że cudowna górska panorama rozciągająca się z okna skierowana jest na wschód. Dlatego zaskoczona i zachwycona poprawiłam się wygodnie na łóżku i delektowałam widokami.
Kiedy po śniadaniu wyszłam na zewnątrz doznałam drugiego zaskoczenia. Błękitne niebo, fantastyczna widoczność, a na horyzoncie doskonale widoczne skąpane słońcem Śnieżne Kotły. Powiem Wam, potraktowałam tę sprawę osobiście 😉 Parę lat temu bardzo chciałam zobaczyć Śnieżne Kotły. Naczytałam się o pięknie roztaczających się stamtąd widoków, naoglądałam się zdjęć i chciałam to wszystko zobaczyć na własne oczy. Ruszyłam na szlak, ale Duch Gór zawiesił nad Karkonoszami wielką chmurę i zamknął ekspozycję dla zwiedzających. Przybyłam, szczyt zdobyłam i nic nie zobaczyłam. Na szczęście udało mi się w tych chmurach wypatrzyć kolegę wędrującego Głównym Szlakiem Sudeckim, chociaż niewiele brakło, a i jego przegapiłabym we mgle. Wiec ten słoneczny dzień i patrzące na mnie z góry nieczynne schronisko na Śnieżnych Kotłach potraktowałam jako zaproszenie od Ducha Gór do ponownej wizyty i liczę na to, że tym razem nie będzie nic przede mną ukrywać. Trzymam za słowo Karkonoszu i do zobaczenia we wrześniu na Śnieżnych Kotłach! Zamawiam piękną pogodę i równie piękne widoki – nie takie jak ostatnio (patrz poniżej).


Tymczasem ruszamy na krótki spacerek do Wodospadu Szklarki. Tym razem, żeby dojść do celu trzeba iść nie w górę, a w dół (suma podejść 36 m, suma zejść 160 m). Z centrum miasta prowadzi łagodnie biegnący zielony szlak. Szklarki to drugi co do wielkości wodospad w polskich Karkonoszach. Jego kaskada osiąga wysokość 13,3 m. Trasa jest bardzo przyjemna. W pobliżu wodospadu znajduje się Schronisko Kochanówka. Wchodzimy na kawę i pyszną karpatkę, po czym ruszamy w drogę do domu.



Co można robić w Szklarskiej Porębie?
Jeżeli chodzi o góry to przez miasto przebiegają trzy szlaki długodystansowe:
- Główny Szlak Sudecki im. Mieczysława Orłowicza Świeradów Zdrój – Prudnik (443 km)
- Niebieski szlak turystyczny Szklarska Poręba – Pasterka (392 km)
- Zielony szlak turystyczny Szklarska Poręba – Wałbrzych (111 km)
To oczywiście propozycja dla zaawansowanych. Jednak warto powędrować krótszymi odcinkami tych szlaków, chociażby:
- na Wysoki Kamień – szlak czerwony (fragment Głównego Szlaku Sudeckiego), w jedną stronę: 3.2 km, szacunkowy czas przejścia 1:31 h, suma podejść 413 m, suma zejść 21 m, najwyższy punkt Wysoki Kamień, 1058 m n.p.m. (do tego trzeba oczywiście doliczyć czas i kilometry drogi powrotnej)
- na Szrenicę – szlakiem czerwonym (również fragment Głównego Szlaku Sudeckiego), a później czarnym, 6 km, szacowany czas przejścia w jedną stronę 2:41 h, suma podejść 691 m, suma zejść 3 m, najwyższy punkt: Schronisko Szrenica, 1362 m n.p.m. (plus adekwatny kilometraż i czas drogi powrotnej). Po drodze spotkamy jeszcze Schronisko na Hali Szrenickiej i Schronisko Kamieńczyk, w okolicach którego można podziwiać kaskadę wodospadu Kamieńczyka. Za zwiedzanie jego dolnej części trzeba uiścić w kasie opłatę (12 zł bilet normalny 6 zł bilet ulgowy, a zwiedzanie możliwe w godzinach od 9 do 17 latem i od 9 do 16 zimą), ale górna część jest gratis.
- Śnieżne Kotły – tutaj mamy dwie opcje trasy, można je połączyć w zgrabną pętelkę:
- szlakiem czerwonym przez schronisko Kamieńczyk i Halę Szrenicką – w jedną stronę 10,1 km, szacunkowy czas przejścia 4:05 h, suma podejść 867 m, suma zejść 55 m, najwyższy punkt Śnieżne Kotły, 1490 m n.p.m. lub
- szlakiem żółtym, przez Schronisko Pod Łabskim Szczytem (1170 m n.p.m.), w jedną stronę 9,2 km, szacowany czas przejścia 3:48 h, suma podejść 872 m, suma zejść 54 m, najwyższy punkt oczywiście Śnieżne Kotły, 1490 m n.p.m.
Może te trasy połączyć w pętelkę wychodząc żółtym a schodząc czerwonym lub odwrotnie.
Spacerowicze mogą odwiedzić Krucze Skały, lub udać się na bardziej ambitne spacery i odwiedzić Wodospady Kamieńczyka i Szklarki.