Spacernik krakowski

Pamiętaj człowiecze na śmierć

Piątkowe popołudnie, wiosna coraz śmielej wkraczająca na krakowskie ulice, chociaż zima jeszcze chwilami upomina się o swoje prawa, promienie słońca przebijające się przez kolorowe szkła witraży Wyspiańskiego i dodające jeszcze większego uroku kwiatom pnącym się po ponad kilkusetletnich ścianach kościoła franciszkanów, płynące ku niebu modlitwy oraz rosnące zniecierpliwienie turystów czekających na zakończenie nabożeństwa, aby móc swobodnie kontemplować dzieła mistrzów Wyspiańskiego i Mehoffera – w tę atmosferę wdziera się nagle niepokojący dźwięk drewnianych lasek wystukujących miarowy rytm na posadzce świątyni towarzyszący procesji zakapturzonych postaci w czarnych powłóczystych szatach. Twarze skrywają się za wysokimi szpiczastymi kapturami, z wyciętymi otworami na usta i oczy, a dłonie dzierżą w ręku laski. Procesja udaje się pod drzwi bocznej kaplicy Męki Pańskiej, do której rzadko zaglądają turyści. Jeszcze chwila i drzwi otwierają się z trzaskiem, a bracia wkraczają do kaplicy recytując przejmującymi głosami niczym mantrę „Memento homo mori” (pamiętaj człowieku o śmierci).

W każdy piątek Wielkiego Postu (oprócz Wielkiego Piątku), a także w pierwsze piątki miesiąca,  zgromadzeni w kościele O.O. Franciszkanów w Krakowie mogą stać się świadkami bądź (według uznania) uczestnikami niezwykłego wydarzenia. Nieświadome tego faktu osoby przebywające w tym czasie w kościele mogą przeżyć mały lub większy szok. Tak było ze mną. Kiedy parę lat temu przebywałam w bazylice, zaskoczyło mnie brutalnie rozdzierające ciszę stukanie oraz przejmujący śpiew, a jeszcze bardziej widok procesji zakapturzonych osób niosących ludzkie (bez cienia wątpliwości) czaszki. Niby człowiek wiedział, że coś takiego w Krakowie jest, ale zobaczenie tego z zaskoczenia, na własne oczy, jednak wprawia w osłupienie. No bo jak to, w XXI w., w centrum dużego miasta, nagle zjawia się grupa ludzi ubranych trochę jak na bal maskowy, albo na zlot czarodziejów i innych postaci magicznych, jednak budzących nie radość, a raczej grozę.

Nie są to jednak żadne magiczne postacie, ani ukrywający swoje twarze terroryści, ale grupa wyjątkowych osób, członków Arcybractwa Męki Pańskiej, funkcjonującego w Krakowie od ponad czterystu lat. Arcybractwo Męki Pańskiej zwane też czasem Arcybractwem Dobrej Śmierci to religijne stowarzyszenie świeckich, którego głównym zadaniem jest kontemplowanie Męki Pańskiej oraz przypominanie ludziom, że ich ziemskie życie nie będzie trwać wiecznie. Myślenie o śmierci nie oznacza jednak porzucenia radości życia i poświęcenia się rozmyślaniom o sprawach ostatecznych. Wręcz przeciwnie, należy doceniać życie i korzystać z niego, ale mieć na uwadze, że nie trwa ono wiecznie, więc nie należy go marnować.

Ubiór braci oraz sposób odprawiania nabożeństwa mogą trochę szokować ludzi wychowanych w naszym kręgu kulturowym. Należy jednak mieć na uwadze, że zarówno stroje jak i forma nabożeństwa przetrwało w niezmienionej postaci 429 lat i jest głęboko zakorzenione w zapomnianych już realiach życia XVII Krakowa oraz w barokowej kulturze.  Długie, czarne, powłóczyste szaty przepasane czerwonym sznurem, które chociaż przypominają wyglądem habit franciszkański, symbolizują wór pokutny. Szpiczaste kaptury z wyciętymi otworami na oczy i usta gwarantują pełną anonimowość, ale zarazem symbolizują równość braci, bez względu na majątek, pochodzenie, status społeczny. Do Arcybractwa od początku należeli i należą ludzie różnych stanów. Byli to zwykli mieszczanie, ale także kupcy, magnaci i królowie, którzy w tym miejscu byli sobie równi. Z ramion braci spływają długie płaszcze, przyozdobione scenami z Pasji. Pełny strój waży podobno 5 kg. Bracia dzierżą w swych dłoniach długie laski, z których dwie zakończone są ludzkimi czaszkami, a pozostałe symbolami Męki Pańskiej (krzyż, kamień itp.)

Arcybractwo zostało powołane do życia 9 czerwca 1595 r. w Krakowie przez kanonika krakowskiej katedry  ks. Marcina Szyszkowskiego (późniejszego biskupa łuckiego, płockiego i krakowskiego). Tego dnia po raz pierwszy odprawiono nabożeństwo Piętnastu Stopni Męki Pańskiej, które również zostało ułożone przez ks. Szyszkowskiego i w niezmienionej formie odprawiane jest do dnia dzisiejszego. Istnienie Arcybractwa zostało potwierdzone papieską bullą. Celem arcybractwa było przede wszystkim rozważanie Męki Jezusa, ale także oswojenie człowieka ze śmiercią. To myślenie o śmierci nie wynikało z niechęci do życia ówczesnych Krakowian, czy też jego lekceważenia, ale było wyrazem zatroskania o ludzkie dusze. W tamtych czasach śmierć była częstym gościem w krakowskich (i nie tylko krakowskich) domach. Były to czasy, w których m.in. czarna śmierć zbierała swoje żniwo. W ciągu 150 lat, pomiędzy rokiem 1500 a 1750 Kraków nawiedziły 92 śmiercionośne epidemie – dżuma, cholera, tyfus, czarna ospa siały postrach i niosły śmierć. Podczas jednej epidemii, w ciągu jednego roku (1543 r.) zmarło w Krakowie 20 tysięcy osób.

Dziś Arcybractwo pełni przede wszystkim funkcje religijne, ale przez wieki istnienia pełniło liczne role, z czasem coraz bardziej ograniczane. Do obowiązków bractwa należała działalność charytatywna, modlitwa o nawrócenie odłączonych od Kościoła, troska o umierających i pochówek ludzi ubogich (stąd potoczna nazwa Arcybractwo Dobrej Śmierci). Ponieważ członkami Arcybractwa byli ludzie różnych stanów i zawodów, w tym królowie m.in. Zygmunt III Waza, Władysław IV, Jan Kazimierz, Jan III Sobieski, Arcybractwo otrzymywało również liczne przywileje, jak chociażby prawo wykupywania z więzienia dłużników. Na mocy przywileju nadanego przez króla Władysława IV Wazę, raz w roku, w Wielki Czwartek, członkowie Arcybractwa mogli ocalić życie jednemu więźniowi skazanemu na śmierć. Przywilej ten odwoływał się do wydarzeń opisanych w Pasji. Poncjusz Piłat, który zgodnie z obowiązującym prawem mógł z okazji święta Paschy uwolnić jednego skazanego na śmierć, chciał uwolnić Jezusa, jednak lud wybrał mordercę – Barabasza. Ocalaniu więźnia przez członków Arcybractwa towarzyszył specjalny rytuał. Bracia procesyjnie udawali się najkrótszą drogą z kościoła franciszkanów na Rynek, gdzie w lochach ratuszach przetrzymywani byli więźniowie. Wybranemu skazańcowi zdejmowano kajdany, po czym procesyjnie prowadzono go do kościoła. Uwolniony niósł zapaloną  świecę i trupią czaszkę, a wszyscy uczestnicy procesji recytowali pokutny tekst „Memento homo mori”. Od tej pory przebywał on pod opieką Arcybractwa, które zajmowało się jego resocjalizacją, a z czasem wcielał się w jego szeregi. Myślę, że warto tutaj zwrócić uwagę, że najkrótsza droga od franciszkanów na Rynek wiedzie ulicą, która dzisiaj, nieprzypadkowo, lecz właśnie dla upamiętnienia Arcybractwa, nazywa się Bracka (tak, to ta sama ulica, na której wg Turnaua w Krakowie pada deszcz).

Czas rozbiorów, szczególnie okres panowania austriackiego cesarza Józefa II znacznie ograniczyły działalność Arcybractwa, które m.in. utraciło prawo uwalniania więźniów i skazańców. Kolejne ograniczenia przyniosły czasy II wojny światowej oraz okres PRL. 5 kwietnia 1949 r Arcybractwo zostało formalnie rozwiązane, jednak jego członkowie kontynuowali formację i działa ono do dnia dzisiejszego. Jest to jedyne tego rodzaju bractwo na świecie, które prowadzi działalność od ponad 400 lat. Od początku istnienia Arcybractwo cieszyło się bardzo dużym zainteresowaniem i było jednym z największych bractw. Dziś jego popularność zdecydowanie maleje. Jeszcze kilkanaście lat temu było podobno 20 członków, obecnie zrzesza jedynie 9 zaprzysiężonych braci. Być może wynika to z faktu, że członkami mogą być tylko mężczyźni, a być może z tego, że przesłanie, które niesie w świat zdecydowanie odbiega od kultury, w której obecnie żyjemy. Jednak ilość osób aktywnie uczestniczących w nabożeństwie pozostawia nadzieję, że do jego grona dołączą wkrótce nowi bracia i przetrwa ono kolejne pokolenia.

To jeszcze kilka słów o samych nabożeństwie, którego możemy być świadkami. Nabożeństwo Piętnastu Stopni Męki Pańskiej rozpoczyna tzw. Procesja Jerozolimska. Bracia wychodzą ze swojej siedziby mieszczącej się w zakrystii kaplicy Męki Pańskiej, po czym jeszcze w ciszy wchodzą do nawy głównej, gdzie rozpoczynają procesyjny przemarsz przez kościół i kierują się pod drugie wejście do kaplicy. Drzwi otwierają się głośno i procesja, której towarzyszy śpiewna recytacja wezwania pokutnego, które jest równocześnie ich mottem, „Memento homo mori. Pamiętaj, człowiecze na śmierć, a za grzechy pokutuj”. Na czele procesji, niosąc krzyż, kroczy członek Arcybractwa z najdłuższym stażem. Za nim idą dwaj bracia najstarsi wiekiem niosący na drewnianych laskach czaski – męską i kobiecą. Po wejściu do kaplicy bracia ustawiają się na środku, w przestrzeni pomiędzy ławkami, przed tzw. Latarnią przedstawiającą sceny z Męki Pańskiej: modlitwę w Ogrójcu, Matkę Bożą Bolesną, św. Weronikę i śmierć Jezusa na Krzyżu. Następnie rozpoczyna się nabożeństwo, które polega na krótkim rozważaniu 15 wydarzeń (tzw. stopni) związanych z męką i śmiercią Jezusa. Są to: Modlitwa w Ogrójcu, Pocałunek Judasza, Sąd Annasza, Sąd Kajfasza, Sąd Sanhedrynu, Piłata i Heroda, Obnażenie i ubiczowanie, Cierniem koronowanie i okrycie szkarłatnym płaszczem, Skazanie na śmierć krzyżową, Niesienie Krzyża, Przybicie do Krzyża, Pojenie żółcią i octem, Oddanie Ducha, Przebicie włócznią, Zdjęcie z Krzyża, Złożenie do grobu. Wspominanie poszczególnych stopni przelatane jest śpiewem „Memento homo mori …”. Podczas nabożeństwa bracia stoją lub klęczą, a podczas śpiewu suplikacji leżą krzyżem na posadzce. Jeden z braci co jakiś czas podchodzi do Latarni i przekręca ją, tak że oczom braci ukazuje się obraz adekwatny do wspominanego stopnia. Następnie procesja wraca do kościoła, gdzie po nabożeństwie Gorzkich Żali i kazaniu pasyjnym, następuje ucałowanie relikwii Krzyża Świętego.

Na koniec jeszcze dodam, że gdybyście mieli ochotę zobaczyć to wydarzenie, to odbywa się ono około godziny 17, zaraz po zakończeniu mszy rozpoczynającej się o 16:30. Jeśli chcecie mieć dobrą miejscówkę, to warto udać się wcześniej, bo nabożeństwo to przyciąga sporo zainteresowanych nim osób.