Dzień w srebrnej filiżance
Zastanawialiście się kiedyś, jakby to było spędzić jeden dzień w pięknej malutkiej srebrnej filiżance? W dodatku nie byle jakiej, bo wykonanej przez samego Herkulesa? No dobra zamknięcie w filiżance chyba jednak nie brzmi zbyt kusząco, ale bez obawy – byłam, przeżyłam i mile wspominam. W związku z tym zapraszam Was do Kadysku. Zaraz, ale jak to, tu filiżanka, a tu Kadyks… co ma piernik do wiatraka, a Kadyks do filiżanki? Spokojnie, już wszystko tłumaczę.
Kadyks – najstarsze miasto Hiszpanii, założone ponad 3000 lat temu przez Fenicjan. Tak brzmi oficjalna wersja. Natomiast według plotek i legend, miasto zostało założone dużo wcześniej przez Herkulesa, który tutaj wykonał jedną ze swoich 12 prac. Jednak prace Herkulesa to chyba niewiele w stosunku do tego, co działo się w Kadyksie przez ponad trzy tysiąclecia, a Herkules był zaledwie jednym z wielu przybyszów, którzy przespacerowali się tutejszymi ulicami. Dotarli tu Fenicjanie, Rzymianie, Arabowie, Wizygoci, a na samym końcu Hiszpanie. Częstymi gośćmi byli tutaj również piraci. Większość przybyszów przynosiła tutaj swoje dary w postaci wielkiego wkładu w rozwój miasta, kultury i cywilizacji, ale byli też tacy którzy więcej wynieśli i zburzyli niż dali. Od ponad dwustu lat miasto nazywane jest „La Tacita de Plata”, co oznacza małą srebrną filiżankę, jednak wygląda na to, że wyjaśnienie skąd wzięła się ta nazwa jest równie niemożliwe, jak udowodnienie pobytu Herkulesa w tych stronach. Prawdopodobnie „filiżanka” pochodzi od starożytnych Greków, którzy nazywali miasto Kado (kubek, szklanka, pojemnik). Jednak dlaczego srebrna? Jedna z teorii głosi, że srebro podkreśla bogactwo mieszkańców Kadysku, którzy w XVII i XVIII w., korzystając ze strategicznego położenia tego portowego miasta, bogacili się na intensywnym handlu towarami płynącymi z Ameryki, w tym srebrem. Według innej teorii srebro odzwierciedla blask promieni słonecznych odbitych w tafli oceanu. Są też tacy, którzy twierdzą, że jeśli patrzy się z góry na Kadyks, przypomina on swoim kształtem białą filiżankę z uszkiem położoną na błękitnym blacie Atlantyku. Prawdy nie dojdziemy, ale czasem baśnie i legendy, dodają zdecydowanie więcej uroku niż suche historyczne fakty. Porzućmy więc dociekania i zajmijmy się tematem, co można robić w filiżance.

Pierwsze skojarzenie to… pływać 😉 Tak, zdecydowanie można pływać i plażować. Spacerować wzdłuż brzegu, odcisnąć stopę na piasku, a potem zanurzyć ją w błękitnych wodach oceanu. Plaż jest kilka, ale w ciągu jednego dnia trudno zwiedzić wszystkie, w związku z tym mój wybór padł na najmniejszą, ale za to najważniejszą z nich – La Caleta. Dlaczego najważniejszą? La Caleta to dawny naturalny port, w którym kotwiczyły fenickie, kartagińskie i rzymskie statki. To port, z którego wyruszył Krzysztof Kolumb na dwie ze swoich czterech wypraw w stronę Ameryki. Z biegiem lat port był powoli zasypywany i powstała piaszczysta plaża, która swoim pięknem inspirowała licznych artystów – muzyków, poetów.



Oprócz plażowania można zwiedzać, a zwiedzanie można zacząć już na plaży, ponieważ na jej dwóch krańcach znajdują się elementy fortyfikacji otaczającej miasto – Castillo de Santa Catalina i Castillo de San Sebastian. Castillo de Santa Catalina położny jest na północno-wschodniej stronie plaży. Pochodzi z XVII w. i zbudowany jest na pięciokątnym planie gwiazdy. Służył jako więzienie wojskowe, a dziś służy jako kompleks o znaczeniu kulturalnym. Castillo San Sebastian jest odrobinę młodszy, bo pochodzi z początku XVIII w. Wybudowany jest na niewielkiej wyspie po północno-zachodniej stronie plaży i jest połączony ze stałym lądem dziewiętnastowieczną promenada. Stoi w miejscu, w którym w dawnych czasach stała fenicka latarnia morska. Dziś nie pełni już funkcji obronnych, za to skrywa w swoich murach uniwersyteckie Laboratorium Badań Morskich.


Kiedy już opuścimy plażę warto spojrzeć na miasto z góry. Możemy udać się w tym celu na dwie wieże: Torre Tavira lub wieżę katedralną.
Torre Tavira to wieża strażnicza portu i zarazem najlepszy punkt widokowy w mieście. Ma 45 metrów wysokości i rozciąga się stąd fantastycznych widok na miasto. Naprawdę warto się wspiąć i podziwiać. Wieża oferuje nie tylko wspaniałe widoki, ale również dodatkową atrakcję jaką jest camera obscura, jednak miejsce to jest dość oblegane i wymaga wcześniejszej rezerwacji.


Druga wieża to Torre Poniente – wieża katedry Świętego Krzyża. Budowa katedry rozpoczęła się w 1722 r. i trwała 116 lat. Rozpoczęto ją w stylu barokowym, a ukończono w stylu klasycystycznym. Mieszanka stylów na szczęście nie odbiła się negatywnie na pięknie budowli. Katedra zwieńczona jest kopułą ze złotych płytek. Kopułę, jak i widok na miasto możemy podziwiać z wieży katedralnej, na którą wspinaczką odbywa się bez najmniejszego problemu, ponieważ tutaj, podobnie jak w Sewilli, nie spotkamy schodów tylko bardzo przyjazną rampę.





Z innych ciekawych miejsc możemy odwiedzić Plaza de San Juan de Dios – piętnastowieczny plac utworzonych na miejscu, gdzie wcześniej było morze, rozbudowany w XX w. przy użyciu materiału pochodzącego z rozbiórki murów miejskich Na placu znajduje się ratusz z przełomu XVIII i XIX w., a mnie spotkała dodatkowa atrakcja w postaci eksponatów wystawy Mexicráneos – największej wystawy sztuki miejskiej w Meksyku, nawiązującej do tradycyjnego sposobu obchodzenia święta zmarłych.




Można udać się również do teatru, albo chociaż pod teatr. Gran Teatro Falla, znajdujący się na Plaza Fragela, to XIX wieczny teatr zbudowany na fundamentach wcześniejszego Wielkiego Teatru w Kadyksie, strawionego przez pożar. Teatr zbudowany jest z czerwonej cegły w stylu neomuderajskim (czyli nawiązuje architektonicznie do arabskich wpływów).

Jednak siecią, za pomocą której Kadyks skradł moje serce, jest labirynt moich ukochanych wąskich uliczek, skąpanych w słońcu. Słońce, uliczki, knajpki, w których można zregenerować nadwątlone zwiedzaniem siły, skosztować lokalnej kuchni, a potem znowu iść i iść w stronę słońca.



