Spacernik krakowski

Bieżanów – kraina drożdżami  i dworem słynąca

Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam odkrywać skryte w gąszczu nowoczesności, szklanych biurowców, wysokich apartamentowców, miejsc pozbawionych jakiejkolwiek magii czy uroku, perełki przesiąknięte duchem historii – wąskie uliczki, drewniane chaty, stylowe budynki, kościółki, pałacyki, dworki. Lubię myśleć o ludziach, którzy kroczyli ulicami, na których stawiam swoje stopy, dziesiątki czy setki lat przede mną. Lubię dotykać ścian starych budowli, które wzniosły ludzkie ręce dawno, dawno temu. Ogarnia mnie radość i wzruszenie, kiedy w betonowej dżungli znajduję ukrytą małą drewnianą chatkę. Takich miejsc w Krakowie jest wiele i za to między innymi kocham to miasto.

Bieżanów – wielu mieszkańcom Krakowa słowo to kojarzy się z blokowiskiem na obrzeżach miasta, niekoniecznie cieszącym się dobrą sławą osiedlem zamieszkałym przez liczną reprezentację kibiców jednego z krakowskich klubów. Jednak to tylko jedno oblicze tej części Krakowa, bo tak naprawdę dzielnica ta kryje w sobie ponad 800 lat historii i miejsca, które warto zobaczyć.

Dobra, dosyć tych dygresji, czas na zwiedzanie. Zapraszam Was na krótką wycieczką po krainie, nad którą unosi się duch historii i zapach drożdży, której uliczkami przechadzali się żołnierze Marszałka Wielkiego Koronnego, a trzysta lat później biegał kangur. Witamy w Bieżanowie (zwanym potocznie starym, dla odróżnienia od osiedla Nowy Bieżanów).

Słów kilka o historii Bieżanowa

Początki Bieżanowa, podobnie jak większości starych polskich miast i wsi skrywają głębokie mroki tajemnicy. Z mroków tych wyłania się na początku XIII wieku dobrze rozwinięta i zapewne bogata wieś, stanowiąca łakomy, tłuściutki kąsek, który stał się przedmiotem spadkowej awantury rodzinnej. Trochę to brzmi jak bajka. Dawno, dawno temu, za siedmioma lasami i rzeką Serafą zakończył swą ziemską wędrówkę rycerz Racibor, zostawiając po sobie nieutuloną w żalu małżonkę Helenę, młodszego brata rycerza Radwana oraz majątek, który z pewnością mógł wynagrodzić jego odejście jednej i drugiej osobie. Niefortunnie dla Radwana los uśmiechnął się do Heleny i to jej zgodnie z testamentem Racibora przypadła wieś zwana wówczas Besanow. Radwan przepełniony żalem z powodu straty (zarówno brata, jak i majątku) podjął próbę obalenia testamentu. Niestety nie znamy szczegółów tej walki, a szkoda bo mogła powstać z tego niezła saga. Wiemy tylko, że w 1212 r. spór zakończył się sporządzeniem przez Radwana dokumentu, w którym „zbożnie i dobrowolnie” zrzeka się wszelkich praw do Besanowa na rzecz bratowej. Uradowana Helena postanowiła podzielić się spadkiem ze swoim bratem Pakosławem Kanonikiem Krakowskim, który brał czynny udział w negocjacjach z Radwanem. W ten sposób Bieżanów wszedł w skład dóbr stanowiących własność Kapituły Katedralnej w Krakowie i należał do nich przez kolejne 500 lat. W tym czasie powstał tutaj dwór, folwark, drewniany kościół, sady, cztery karczmy, dwa młyny, duży staw i młynówka, co oznacza, że jak na ówczesne standardy było to bogata okolica. W okresie Renesansu bieżanowski dwór był miejscem, do którego latem przyjeżdżano na parę tygodni odpocząć od niezdrowego miejskiego powietrza (tak, już wtedy miasta kojarzyły się niezdrowo), a zimą przyjeżdżano na polowania. Bywali tutaj kanonicy, dworzanie, profesorowie, cudzoziemcy.

Spokojny, sielski żywot zakłóciły w XVIII wieku nowe zawirowania majątkowo-historyczne. W wyniku pierwszego rozbioru Polski Bieżanów stał się częścią imperium Habsburgów, rządzonego przez cesarza Józefa II Habsburga – zwolennika reform oraz idei silnego państwa i rządów silnej ręki. Jednym z nowatorskich pomysłów Józefa było utworzenie tzw. Funduszu Religijnego, który stworzony został z dóbr majątkowych zabranych kościołowi. Nie będę zagłębiać się w szczegóły, co działo się z tymi środkami, gdyż interesuje nas tutaj jedynie to, co ta zmiana oznacza dla Bieżanowa. W wyniku reformy wieś została odebrana Kapitule i przeszła w ręce prywatne. Najpierw przez krótki czas była dzierżawiona przez generałową Rottermundową (kimkolwiek była owa niewiasta), później trafiła we władanie hrabiowskiej rodziny Dzieduszyckich, a sto lat później pojawiła się tutaj rodzina Czeczów de Lindewald, która odcisnęła na Bieżanowie ślady widoczne do dzisiaj.

Spacerkiem po śladach dawnej wsi

W obrębie ulic Ks. Popiełuszki, W. Lipowskiego, Drożdżowej, F. Weigla oraz Mjr. Sucharskiego zamyka się najważniejszy obszar dawnej osady. Mamy tutaj i dwór i kościół i rynek i karczmę (no może niezupełnie karczmę, ale jednak można tam dobrze zjeść). To niespełna dwukilometrowy spacer, w trakcie którego można poczuć ducha dawnych czasów.

Pierwszym przystankiem na naszej trasie będzie kościół Narodzenia Najświętszej Marii Panny (ul. Ks. Popiełuszki 35). To piękny niewielki kościół, którego architektura skradła moje serce, jak tylko pierwszy raz go ujrzałam.  W XVII w. na miejscu pierwszego drewnianego kościoła powstała murowana barokowa  świątynia, która w XIX wieku została przebudowana w stylu neoromańskim i trwa w tym kształcie do dnia dzisiejszego. Możemy w nim podziwiać m.in.  barokowy ołtarz główny, w którym znajduje się słynący łaskami obraz Matki Bożej Bieżanowskiej, zwanej też Kolejarską Panią, a także XX-wieczną polichromię sklepienia w nawie i kaplicy południowej, którą w 1927 r. wykonał T. Korpal. Kościół ten obecnie jest nieużywany (czego bardzo żałuję). Ze względu na swoje niewielkie rozmiary stał się niewystraczający dla potrzeb lokalnej społeczności, w związku z czym w latach 80-tych XX w. wbudowywano tuż obok niego nową świątynię.

W niewielkiej odległości od kościoła stoi dwór (ul. Ks. Popiełuszki 36), wybudowany w XIX w. przez nowych właścicieli Bieżanowa – rodzinę Czeczów de Lindenwald. Pierwszy przedstawiciel tej rodziny – Karol Czecz de Lindenwald – na miejscu dawnego zespołu folwarcznego z dworem, zbudował rezydencję w stylu eklektycznym, z wieżą, kolumnowym ryzalitem oraz neorenesansową dekoracją, otoczoną parkiem. Obecnie po splendorze dawnej rezydencji pozostał jedynie cień, ale miejsce to nie miało łatwej historii. W czasie II wojny światowej przejęli je i ograbili Niemcy. Po wojnie mieścił się w jego murach dom dziecka, a później ośrodek profilaktyczno-terapeutyczny dla chłopców z problemem alkoholowym i narkotykowym. W 1990 r. dwór został wpisany do rejestru zabytków jako zespół pałacowo-parkowy. W tym też czasie odzyskało go dziewięciu spadkobierców rodziny Czceczów, którzy przekazali go Miastu Kraków, z zastrzeżeniem, że ma być w nim prowadzona działalność kulturalna. Dziś, zgodnie z wolą dawnych właścicieli, miejsce to z powrotem kwitnie życiem i pełni rolę społeczną. Mieści się tutaj filia Centrum Kultury Podgórze, siedziba Towarzystwa Przyjaciół Bieżanowa oraz Honorowy Konsulat Republiki Chorwacji.

Rządy rodziny Czeczów de Lindenwald to dobry czas w dziejach Bieżanowa i jego szybki rozwój. W drugiej połowie XIX Bieżanów było dużą, bogatą wsią, zamieszkałą przez około 1,5 tysiąca osób. Do szybkiego rozwoju Bieżanowa z całą pewnością  przyczyniło się uruchomienie linii kolejowej z Krakowa do Dębicy oraz z Bieżanowa do Wieliczki. Dzięki temu wieś zmieniła charakter z rolniczego na rzemieślniczno-przemysłowy. Wieś posiadała szkołę, gorzelnię, hutę, stację kolejową i ośrodek wydobycia gipsu i wapnia. Na początku XX w. Karol Czecz, w celu zdywersyfikowania źródeł przychodów i zwiększenia, postanowił na miejscu gorzelni zbudować nową fabrykę. Nie było mu dane zobaczyć efektów tego pomysłu, gdyż nagła śmierć pomieszała mu szyki. Jednak budowę kontynuował jego syn Jan, dzięki czemu w 1920 r. powstała  Pierwsza Krakowska Fabryka Drożdży i Spirytusu Stanisława Porębskiego i Jana Czecza (ul. Drożdżowa). Niestety interes nie kręcił się zbyt dobrze, w związku z czym zaczął przechodzić z rąk do rąk kolejnych właścicieli, którzy bezskutecznie liczyli na drożdżowo-spirytusowy sukces. Po wojnie fabrykę upaństwowiono, a drożdże z Bieżanowa jeszcze parę lat temu można było znaleźć na sklepowych półkach. Po zamknięciu fabryki drożdży budynek niestety mocno podupadł i dziś stanowi tak smutny widok, że aż żal serce ściska. W chwili obecnej teren pofabryczny przechodzi metamorfozę i za sprawą dewelopera zmienia swój charakter w osiedle mieszkaniowe. Podobno na cele mieszkalne ma również zostać zaadaptowany zabytkowy budynek fabryki, który ma zachować on swój historyczny wygląd. Czy to dobrze, czy źle? Sami oceńcie.

Z ulicy Drożdżowej skręcamy w ul. W. Lipowskiego, gdzie na przeciwko zabudowań klubu sportowego Bieżanowianka, czeka na nas kolejne ciekawe miejsce – Restauracja Magillo. Podobno zanim powstała restauracja była tutaj jedna z pierwszych w Krakowie dyskotek z bilardem. Uwagę przykuwa już sam charakterystyczny budynek, ale to dopiero początek atrakcji. Niezwykłe wnętrze skrywa bowiem w sobie mini zoo i stanowi niemałą atrakcję zarówno dla małych, jak i dużych gości. Można tutaj nie tylko spotkać papugi i rybki, ale również zjeść obiad pod czujnym okiem legwana oraz innych egzotycznych zwierząt. Kiedyś mieszkał tutaj krokodyl nilowy, a parę lat uwagę mediów przykuł inny mieszkaniec mini zoo – mały pięcioletni kangurek, który w towarzystwie czarnej owcy udał się na wycieczkę ulicami Bieżanowa i swoim spacerem postawił na nogi Straż Miejską.

Skoro jesteśmy najedzeni, to czas powoli kończyć spacer. Na końcu ulicy Lipowskiego czeka na nas niewielki budynek z 1879 r. dawnej Straży Ogniowej, a obecnie Ochotniczej Straży Pożarnej w Bieżanowie. Warto tutaj wspomnieć, że OSP w Bieżanowie to najstarsza jednostka strażacka w powiecie krakowskim. Niedaleko tego miejsca, na skrzyżowaniu ulic Lipowskiego i Popiełuszki w XIX w. zlokalizowany był rynek, jednak niestety nie ma po nim żadnego śladu, a o dawnych czasach Bieżanowa przypominają jeszcze tylko kapliczki, które tradycyjnie spotkamy na rozstajach dróg.

Na koniec słów kilka o patriotycznym obliczu mieszkańców Bieżanowa, bo wieś ta była również świadkiem wydarzeń historycznych. W 1656 r. stacjonowały tutaj oddziały Marszałka Wielkiego Koronnego Jerzego Lubomirskiego, walczące przeciw Szwedom w trakcie szóstej wojny polsko-szwedzkiej zwanej potocznie potopem szwedzkim. W 1914 r. mieszkańcy Bieżanowa z trwogą przysłuchiwali się odgłosom walk prowadzonych pomiędzy wojskami austriackimi i rosyjskimi, podczas ofensywy wojsk carskich na Kraków. Do dziś żywa jest legenda o bitwie w okolicach pobliskiego wzgórza Kaim, która powstrzymała rosyjskie natarcie (niestety nic nie potwierdza prawdziwości tej legendy). Za to waleczność Bieżanowian została uczczona charakterystycznym pomnikiem ku czci żołnierzy z lat 1914-1920, ufundowanym w 1935 r. przez byłych legionistów i mieszkańców Bieżanowa (Skwer 800-lecia Bieżanowa). Również w latach 80-tych XX w. mieszkańcy nie pozostawali obojętni na to, co dzieje się w kraju. W 1985 r. uczestniczyli w proteście głodowym mającym na celu sprzeciw wobec represjonowaniu działaczy „Solidarności” oraz księży. Organizatorem protestu był proboszcz tutejszej parafii w latach 1981-86 ks. Adolf Chojnacki – kapelan „Solidarności”.