Podróżnik zagraniczny

El Caminito del Rey – spacer ścieżką hiszpańskiego króla

El Caminito del Rey to widowiskowy i zachwycający szlak pieszy, położony niedaleko Malagi, ciągnący się wzdłuż wysokich na kilkaset metrów ścian wąwozu Gaitanes, około 100 metrów nad biegnącą dnem kanionu rwącą rzeką Guadalhorce. Rzeka ta bywa żartobliwie zwana rzeką komórek, gdyż kryje w swoim wnętrzu niejeden telefon, który wytrącony z rąk silnym podmuchem wiatru lub nieuwagą turysty, zakończył swój żywot w jej odmętach. Miejsce to cieszy się wielką popularnością zarówno ze względu na cudne, zapierające dech w piersiach widoki, jak również na złą sławę, jaką jeszcze niedawno posiadało. Do 2015 r. Caminito było zaliczane do najbardziej niebezpiecznych miejsc na świecie,  zbierających śmiertelne żniwo. Dziś można tam odbyć bardzo przyjemną wędrówkę, a na dawkę adrenaliny raczej mogą liczyć tylko osoby z lękiem wysokości. Dla reszty będzie to po prostu fascynujący, urokliwy spacer.

Opis trasy

Trasa ma długość 7,7 km, a na jej pokonanie potrzeba około 2-3 godzin, w zależności od szybkości marszu oraz ilości ludzi na szlaku (na końcowym odcinku ze względów bezpieczeństwa limitowana jest ilość osób na ścieżce, w związku z czym mogą zdarzyć się przestoje). Szlak ma charakter linearny, czyli przemieszcza się z punktu a do b, bez możliwości zawrócenia. Rozpoczyna się w miejscowości Ardales, a kończy w pobliżu stacji kolejowej w El Chorro. Pomiędzy tymi miejscowościami kursuje specjalny autobus przewożący turystów ze stacji kolejowej na początek szlaku. Z autobusu kursującego co półgodziny mogą również skorzystać osoby, które z końca szlaku chcą powrócić do samochodów pozostawionych w Ardales. Dzięki temu rozwiązaniu wybierając się na Caminito można skorzystać zarówno z własnego samochodu, jaki i transportu publicznego. Pociągi do El Chorro kursują z Malagi, a także innych miast Andaluzji.  Trzecią opcją jest wykupienie wycieczki w jednym z andaluzyjskich biur podróży. Jest to opcja najdroższa, ale zdecydowanie najwygodniejsza, gdyż obejmuje transport na początek szlaku oraz odbiór na jego końcu, wejściówki, opiekę przewodnika i pozwala cieszyć się marszem bez żadnych trosk. Parkingi w Ardales to ostatnie miejsce, do którego można dotrzeć środkami transportu. Od tego momentu pozostają już tylko nogi. Zanim jednak oficjalnie wkroczy się na szlak najpierw należy pokonać około 2 kilometrowy odcinek prowadzący do kas biletowych i wejścia. Władze Malagi przywiązują dużą wagę do bezpieczeństwa turystów, w związku z czym obowiązuje zakaz wejścia na szlak w sandałach, klapkach, szpilkach (dopuszczone jest tylko obuwie sportowe i trekkingowe), nie wolno używać selfi sticków, za to bezwzględnie należy nosić kaski, które otrzymuje się przy kasach biletowych. Przy złej pogodzie szlak jest zamykany, a w przypadku silnego wiatru końcowy odcinek pokonuje się wydrążonym w skale tunelem.

Początkowo trasa wiedzie  wzdłuż zalewu Conde de Guadalhorce, gdzie można zobaczyć stare konstrukcje zapory wodnej. Jednak wkrótce rozpoczyna się jej najbardziej fascynująca część – wędrówka wzdłuż wapiennego wąwozu Desfiladero de los Gaitanes i przejście przez most Puente Colgante del Caminito del Rey. Wąwóz Desfiladero  jest otoczony wapiennymi ścianami, których wysokość sięga w niektórych miejscach 300, a w innych nawet 700 m, a jego szerokość miejscami mierzy zaledwie 10 metrów. Dołem płynie rzeka Guadalhorce. Lewą stroną wąwozu, poprzez mosty oraz wydrążone w skale tunele biegnie linia kolejowa łącząca Malagę z Kordobą, natomiast do prawej ściany przyczepiona jest ścieżka piesza. Główna część trasy wiedzie po betonowych, metalowych, czasem drewnianych platformach o szerokości 1 metra, przytwierdzonych do ścian wąwozu żelaznymi wysięgnikami, na średniej wysokości 100 m nad ziemią. Spacer po platformach jest ciekawym przeżyciem, a widoki są zjawiskowe. Ja przez całą trasę czułam się wyjątkowo bezpiecznie i z radością delektowałam się marszem i krajobrazami, a jedyną moją troską było pilnowanie, by telefon nie podzielił losu innych komórek. Dreszczyk emocji poczułam dopiero na samym końcu, przechodząc na drugą stronę wąwozu mostem Puente Colgante del Caminito del Rey, a właściwie jego nową wersją. Obok solidnie wyglądającej drewnianej konstrukcji właściwego mostu zbudowana jest metalowa kładka z której korzystają turyści. Kładka ta również wygląda dość solidnie, ale podczas przechodzenia nią mocno huśta 😊

Kilka słów o historii

Historia ścieżki sięga początków XX wieku. Przyczyną jej powstania nie była chęć podziwiana walorów przyrodniczych, ale budowa nowoczesnej elektrowni wodnej i związanej z nią zapory Conde del Guadalhorce. W 1901 r. zaangażowane w budowę przedsiębiorstwa, chcąc oszczędzić czas i ułatwić transport materiałów oraz pracowników, rozpoczęły budowę drogi łączącej stację kolejową w El Chorro z wodospadami, gdzie powstawała zapora oraz elektrownia. Budowa drogi zakończył się w 1905 r., czyli w zaledwie cztery lata wykonano gigantyczną, niezwykle trudną pracę. Kiedy mówimy o budowie drogi zapewne oczami wyobraźni widzimy konstrukcję związaną z gruntem lub na wiaduktach. Należy jednak mieć na uwadze, że Caminito tak nie wygląda. Żeby wyobrazić sobie ogrom wykonanej pracy, jaką w tym krótkim czasie wykonano, należy wziąć pod uwagę sprzęt oraz technologię jaką dysponowano w tamtym czasie oraz fakt, że budowa drogi polegała na wbiciu w ściany wąwozu na wysokości około 100 metrów nad płynącą dołem rzeką, żelaznych konstrukcji, które pokryte zostały betonową nawierzchnią. Do wykonania tej niezwykle trudnej pracy zostali w większości zatrudnieni marynarze posiadający doświadczenie w pracy na zawieszonych wysoko liniach, dzięki czemu budowa nie została okupiona ludzkim życiem. Z upływem dziesięcioleci, pod koniec XX wielu, droga przestała być potrzebna i zaczęła ulegać zniszczeniu. O dziwno znaczne uszkodzenia, wyrwy, a wręcz brak sporych fragmentów chodników nie sprawiły, że popadła w zapomnienie, a wręcz przeciwnie, zyskała na sławie i popularności. Zaczęła przyciągać sporą liczbę miłośników wspinaczki, na których niebezpieczeństwo połączone z cudnymi widokami zaczęło działać jak magnes. Niestety niejeden śmiałek zakończył swoją przygodę ubytkiem na zdrowiu, a nawet utratą życia, co sprawiło, że ścieżka trafiła na listę najbardziej niebezpiecznych miejsc na świecie. Cztery wypadki śmiertelne w latach 1999-2000 sprawiły, że droga została oficjalnie zamknięta, a na zwolenników wspinaczki w zakazanym miejscu czekały bardzo wysokie mandaty. Jednak jeśli myślicie, że przyniosło to jakiś skutek, jesteście w błędzie. W związku z tym władze Prowincji Malaga podjęły decyzję o renowacji i przeznaczeniu ścieżki na cele turystyczne. W marcu 2015 r. El Caminito del Rey zostało otwarte dla zwiedzających.

Gdzie jest Król?

Zaraz, zaraz, ale skoro to Ścieżka Króla, to gdzie w tej opowieści podział się król? No dobra, jest i król. Alfonso XIII Burbon – król Hiszpanii, formalnie sprawujący władzę od chwili narodzin (przyszedł na świat, gdy jego ojciec, król Alfons XII, zakończył już swoją ziemską wędrówkę), a realnie w latach 1902-1931. Ojciec sześciorga dzieci i pradziadek obecnego króla Hiszpanii Filipa VI. Czy to było przyczyną nazwania ścieżki na jego cześć? Czy wsławił się jakimś innym wybitnym czynem, że spotkał go ten zaszczyt?  Otóż przeszedł całe 1,5 km szlaku 😉 W 1921 roku odbyła się uroczystość otwarcia zapory wodnej Conde del Guadalhorce, na którą został zaproszony. Pierwotny plan zakładał przejście przez króla całego szlaku, jednak złe warunki pogodowe sprawiły, że większość trasy pokonał pociągiem, z którego wysiadł na stacji kolejowej położnej 1,5 km od zapory. Od tego momentu cały szlak zaczęto nazywać „El Caminito del Rey” – Ścieżka Króla.