Wędrownik górski

Trekking po Beskidzie Sądeckim i Pieninach

Czasem słońce, czasem deszcz – nie, nie, nie zabieram Was do Bollywood, tylko na trzydniowy trekking po Beskidzie Sądeckim i Pieninach. Jednak tym razem pogoda zapewniła scenografię jak z filmu i wywarła znaczny wpływ na przebieg wydarzeń i czas marszu.

Eliaszówka

Beskid Sądecki przywitał pięknym słońcem, błękitem nieba i upałem. W takiej aurze wędrówka czerwonym, a później  zielonym szlakiem z Piwnicznej Zdrój na Eliaszówkę rozpoczęła się bardzo miło. Żeby nie narzekać nie wspomnę, że momentami było nawet ciut za ciepło, za to widoki były piękne. Jednak wkrótce na niebie zaczęły pojawiać się pierwsze chmury. Na szczęście trzygodzinny marsz udało się odbyć suchą stopą. Apogeum zachmurzenia nastąpiło nomen omen na Eliaszówce. Nie mam pojęcia skąd wzięła się nazwa najwyższego szczytu Gór Lubowelskich (według jednych będących częścią Beskidu Sądeckiego, a według innych stanowiących odrębny byt), ale mnie zawsze kojarzy się z prorokiem Eliaszem. Skojarzenie to umocnił we mnie ten trekking. Kiedy moje stopy dotknęły szczytu niebo było tak czarne, jakby sam prorok Eliasz miał zaraz startować w ognistym rydwanie wśród burzy do nieba, a na ziemię spadły pierwsze krople. Mimo to postanowiłam sprawdzić widoki roztaczające się z 20-metrowej wieży widokowej. Przy dobrej pogodzie można podziwiać panoramę Pienin, Tatr i Beskidów, jednak tym razem chmury i deszcz znacznie ograniczyły widoczność. Dylemat szukać schronienia przed deszczem, czy iść dalej, rozwiązał tłum turystów gromadzący się w wiacie turystycznej obok wieży. Zaczęło robić się ciasno, więc grupa Podróżarni ruszyła w dalszą drogę, kierując się niebieskim szlakiem w stronę słowackiej Litmanovej. To była bardzo dobra decyzja, bo chmury z Eliaszem zostały po polskiej stronie, a na Słowacji pojawiła się nadzieja na słońce.

Widok na Piwniczną Zdrój
Tabliczki ze szlakami na drzewie
Eliaszówka
Wieża widokowa na Eliaszówce
Widok z wieży widokowej na Eliaszówce
Widok z Eliaszówki na słowacką stronę

Z Litmanovej do Wąwozu Homole

Nadzieja nie została zawiedziona. Wędrówce żółtym szlakiem z Litmanovej na Przełęcz Rozdziela towarzyszyła poprawa pogody. Przełęcz Rozdziela leżąca na wysokości 803 m n.p.m. pomiędzy górą Wierchliczką (966 m n.p.m.) a górą Szczob (920 m n.p.m.) dosłownie rozdziela  Małe Pieniny od Beskidu Sądeckiego. Rozdziela również Polskę od Słowacji. Rozciągają się stąd piękne widoki, a ponieważ niedaleko znajduje się skrzyżowanie szlaków pieszych, rowerowych i konnych można tutaj łatwo dotrzeć, żeby je podziwiać. Kiedy nasyciliśmy nasze oczy ruszyliśmy w dalszą drogę żółtym szlakiem w stronę Jaworek, a potem zielonym przez Wąwóz Homole na nocleg w Bazie Namiotowej „Pod Wysoką”.

Wąwóz Homole to miejsce, które z pewnością warto odwiedzić. Ma około 800 metrów długości i otoczony jest stromymi skałami dochodzącymi do 120 metrów wysokości. Przepływa przez niego potok Kamionka, który tworzy liczne kaskady. Są tu kamienne ścieżki, mostki, schody. Jest to bardzo malownicze miejsce, więc spacer stanowi przyjemne doznanie. Uwaga! Szlak jest skalisty i śliski, więc na pewno warto zadbać o dobre obuwie. Wąwóz jest nie tylko atrakcyjnym spacerowo miejscem, ale jest również krajobrazowym rezerwatem przyrody. Występuje tam 9 gatunków roślin chronionych i zamieszkują go rzadkie ptaki (pustułka, sokół, puchacz, pluszcz, pliszka górska) oraz płazy (salamandra plamista i żaba trawna). Wejście do wąwozu jest bezpłatne.

Widok na Trzy Korony z Przełęczy Rozdziela
Homole
Homole

Nocleg w Bazie

Burza dopadła nas w nocy. Na szczęście namiot dzielnie się spisał i nocleg w Studenckiej Bazie Namiotowej „Pod Wysoką” upłynął spokojnie. Baza namiotowa prowadzona jest przez Towarzystwo Beskidzkie z siedzibą w Łodzi i Studenckie Koło Przewodników Beskidzkich w Łodzi. Funkcjonuje w okresie wakacyjnym, od początku lipca do końca sierpnia (wybierając się na początku lub końcu terminu warto upewnić się, czy baza już/jeszcze działa). Baza oferuje noclegi w namiotach bazowych, ale oczywiście można tutaj rozbić też własny namiot. Zapewnia dostęp do dużej wiaty służącej jako kuchnia i jadalnia, z piecem oraz wyposażeniem kuchennym (sztućce, garnki, kubki…), a także dostęp do źródlanej wody pitnej oraz polowego prysznica, z którego w słonecznie dni może popłynąć ciepła, nagrzana słońcem woda.

Małe Pieniny

Drugi dzień wynagrodził deszczowe ekscesy upałem i to wynagrodził z nawiązką. Rozpoczął się od wspinaczki zielonym szlakiem na Polanę pod Wysoką (947 m n.p.m. – może nie tak wysoko, ale mocno pod górkę), a później dalej zielonym przez Uroczysko Zaskalskie (943 m n.p.m.) w stronę słowackiej przełęczy Korbalowa (729 m n.p.m.). Tutaj grupa Podróżarni rozdzieliła się – część udała się szlakiem, a część asfaltem w kierunku Wielkiego Lipnika. Wędrówka asfaltem pozwoliła zwiedzić dwie łemkowskie wsie: Stranany i Wielki Lipnik. W Wielkim Lipniku, po obiedzie, rozpoczął się ostatni etap wędrówki: czerwonym szlakiem na Przełęcz pod Tokarnią (710 m.), gdzie na zmęczonych wędrowców czeka mały sklepik oferujący napoje (można płacić złotówkami), później żółtym przez Wysoki Wierch (898 m n.p.m.), a na końcu niebieskim, już po polskiej stronie, do schroniska pod Durbaszką.

Warunki pogodowe, tym razem żar lejący się z nieba, sprawiły, że zapowiadający się przyjemnie spacer po Pieniniach zmienił się w ostrą jazdę, tak że trudno było podziwiać widoki, a jest co podziwiać. Tam jest po prostu cudnie, chociaż pod górkę też jest – nie tyle wysoko, co konkretnie. Jednak dla tych widoków warto się pomęczyć.

Trekking po Pieninach
Trekking po Pieninach
Trekking po Pieninach
Wysoki Wierch

Spod Durbaszki do Jaworek

Trzeciego dnia znowu pogoda zmieniła scenariusz. Po otwarciu namiotu do wnętrza wdarł się chłód. Pomimo bezchmurnego nieba poprzedniego wieczoru, ranek powitał szarością, a góry poubierały się w chmury. I zrobiło to mega nastrój. Pokryte chmurami góry wyglądały jeszcze piękniej. Zrobił się klimat – może trochę nostalgiczny, ale nie było w nim smutku, tylko zamyślenie. Przyjemnie było wypić kawkę i podziwiać te widoki. A potem już tylko spacer w dół do Jaworek, bus do Szczawnicy i powrót do domu.

Poranek Pod Durbaszką

Przebieg trasy

  • Dzień I: Piwniczna Zdrój – Eliaszówka – Litmanova – Przełęcz Rozdziela – Wąwóz Homole – Baza namiotowa Pod Wysoką – około 22 km marszu, ok. 8 h, 1085 m górę i 751 m w dół
  • Dzień II: Baza namiotowa Pod Wysoką – Uroczysko Zaskalskie – Przełęcz Korbalowa – Stranany – Wielki Lipnik – Wysoki Wierch – Schronisko pod Durbaszką – szlakiem około  10 km (czas powinien wynieść niecałe 4 godziny, ale marsz w upale wydłużył czas), 698 m w górę i 429 m w dół plus 5 km asfaltem
  • Dzień III: Schronisko pod Durbaszką – Jaworki – 2,8 km, trzy kwadranse, 9 m w górę i 288 m w dół