Madera – w listopadzie też można poczuć wiosnę
Z czym kojarzy Wam się Madera? Mnie z wiosną, ciepłem, zielenią, górami i winem. O przepraszam Ronaldo, jeszcze z Tobą 😉 Nie wiem, jak dla Was, ale dla mnie najtrudniejszym miesiącem w roku jest listopad – kiedy zmrok zapada tak szybko i ciemność wydaje się trwać w nieskończoność. A gdyby tak odczarować listopad i wpuścić do niego trochę wiosny? Tak właśnie zrodził się pomysł listopadowego wypadu na Maderę.
Madera zgodnie z oczekiwaniami przywitała nas pięknym słońcem, błękitnym niebem i bardzo, ale to bardzo przyjemnym ciepełkiem. Kiedy uradowani perspektywą wiosennych dni i z głowami pełnymi planów zwiedzania dotarliśmy do centrum Funchal, z nieba wprost na nasze głowy polały się wiadra wody. Tak oto rozpoczęła się pierwsza z całej serii wakacyjnych wiosennych listopadowych ulew. Nauczka nr 1 – jeżeli przewodnik mówi, że listopad na Maderze jest najbardziej deszczowym miesiącem w roku, nie licz na to, że z okazji Twojego przyjazdu zmieni się klimat. I nie licz na to, że będzie to tylko jeden deszczowy dzień. Deszczowych dni było 7/7. Na szczęście fale deszczu przeplatane były sesjami słońca. O dziwo, wspomnienie wieczorów spędzonych na balkonie (na szczęście zadaszonym), przy lampce wina z lokalnej biedry, z książką w ręku i szumem deszczu należą do moich ulubionych wspomnień.
O Funchal słów kilka
Przyznaję, deszcz popsuł nam humory i nastrojami trochę zawładnęła listopadowa chandra. Jednak postanowiliśmy, że nie poddamy się i zaczęliśmy od zwiedzania deszczowej stolicy wyspy. Labirynt wąskich uliczek, piękna architektura, zieleń i wszechobecne „rajskie ptaki” (strelicje królewskie), które są symbolem Madery – takie w dużym w skrócie jest Funchal. Jest katedra Sé z przełomu XV/ XVI w. w stylu manuelińskim, są i forty będące częścią fortyfikacji chroniącej wyspę przed piratami, jest ocean. Ledwo zaczęliśmy zwiedzać, a od razu zrobiło się pod górkę, bo Funchal, jak cała Madera, jest mocno górzyste, a płasko jest tylko nad oceanem. Uliczki są wąskie, a kierowcy naprawdę są mistrzami. Nie ma tu zbyt dobrych warunków do plażowania, bo plaże są kamieniste, ale za to można pozjeżdżać sankami po asfalcie (rozrywka trochę kosztowna, ale na pewno nieszablonowa). W sumie nie tylko sankami – w moim przypadku równie dobrze sprawdziły się buty i to nie szpilki 😉 Był to jedyny raz w moim życiu, kiedy zdarzyło mi się ślizgać po wyasfaltowanej drodze i mieć trudności z dotarciem na dół (nie wiem z czego oni robią ten asfalt).









Wszystkich zainteresowanych sankami zapraszam na górujące nad miastem wzgórze Monte. Można tam dotrzeć pieszo (nie wiem czy pod górkę też tak ślisko), autobusem lub kolejką linową – co kto woli. My zdecydowaliśmy się na kolejkę linową.



Monte to bardzo urokliwe miejsce, z którego rozciągają się piękne widoki (pod warunkiem, że nie pada deszcz). Można tam zwiedzić osiemnastowieczny kościół Nossa Senhora do Monte z pięknymi malowidłami i azulejos, a także ogród tropikalny i generalnie po prostu odpocząć w pięknym miejscu. A w drodze powrotnej skorzystać z sanek lub butów, według uznania.




Wycieczki poza Funchal
Na pierwszy wypad poza miasto wybraliśmy się na własną rękę, korzystając z oferty lokalnych przewoźników. Jednak warunki klimatyczne (strasznie deszczowo i zimno) sprawiły, że był to jedyny wypad. Ponieważ czekanie w deszczu na autobus do domu (który nie wiadomo, czy przyjedzie czy nie) nie należy do najciekawszych atrakcji, na kolejne wycieczki udaliśmy się z lokalnym biurem podroży. To była świetna decyzja, bo nie dość, że zostaliśmy zaopiekowani, dowiezieni we wszystkie ciekawe miejsca, to jeszcze dostaliśmy solidną dawkę wiedzy od przewodnika. Pozostało nam z uroków wyspy i …. cieszyć się słońcem, które nagle się znalazło. Pogoda była chyba gwarantowana w ofercie biura, bo w trakcie wycieczek świeciło słońce, a powrotom na nocleg towarzyszył deszcz.
Co ciekawego można zobaczyć na Maderze?
Mój top (kolejność bez znaczenia) to:
– Câmara de Lobos – rybacka wioska, z której można udać się na punkt widokowy z widokiem na Curral das Freiras, miasteczko położone w głębokiej dolinie przypominającej krater wulkanu,
– Cabo Girão – najwyżej położony cypel w Europie (580 m n.p.m.), a zarazem punkt widokowy charakteryzujący się podwieszaną szklaną platformą, na której koniecznie trzeba stanąć i zobaczyć przestrzeń pod stopami
– São Vicente – mała wioska w głębokiej dolinie, otoczona wysokimi górami (tak właśnie wyobrażam sobie andyjskie wioski, w których jeszcze nie byłam … )
– Porto Moniz – kąpielisko utworzone w naturalnych basenach wulkanicznych powstałych na skutek zastygania lawy wpadającej do oceanu,
– Ponta do Pargo – najbardziej na zachód wysunięty punkt Madery,
– Santana – miasteczko z tradycyjnymi trójkątnymi domkami krytymi strzechą,
– Ponta de São Lourenço – najdalej na wschód wysunięty punkt na mapie Madery i jego malownicze klify.

















CR7
Mówiąc o Maderze i Funchal nie wypada pominąć osoby, która pojawiła się na początku tego artykułu. Przez jednych uwielbiany, przez innych krytykowany, na wyspie tej przyszedł na świat Cristiano Ronaldo. I nie tylko urodził się na niej, ale również musi być z nią mocno sentymentalnie związany, skoro założył tutaj swoje muzeum. Na powierzchni 400 m² fani CR7 mają okazję obejrzeć zdjęcia, filmy, interaktywne treści opowiadające o życiu piłkarza, a także jego najbardziej kultowe trofea. Przed muzeum znajduje się pomnik Ronaldo, z którym liczni chętni (zarówno panowie jaki i panie – w powody nie wnikam) robią sobie zdjęcia. Oczywiście jest również sklep z pamiątkami.


Czy warto odwiedzić Maderę?
Moim zdaniem zdecydowanie tak. Mnie zafascynowało w niej to, że jest nie tylko wiosenna, ale zielona i górzysta. Najwyższy szczyt Madery – Pico Ruivo ma 1862m n.p.m. i jest 3 co do wysokości szczytem Portugali. Biorąc pod uwagę, że Funchal leży nad samym oceanem to można poczuć różnicę, a samochodem można wyjechać dosyć wysoko 😉 Madera jest świetnym miejscem dla osób lubiących piesze wędrówki. Jest tutaj oznakowanych 30 szlaków turystycznych, a biorąc pod uwagę również te nieoznakowane, opcji wędrowania jest znacznie więcej. Część szlaków wiedzie wzdłuż lewad, czyli kanałów służących do transportowania wody deszczowej z północy na południe wyspy, w celu nawadniania pól uprawnych owoców i trzciny cukrowej. Wzdłuż kanałów biegną ścieżki służące do obsługi technicznej kanałów i to właśnie one wykorzystywane są jako szlaki turystyczne. Spacerując można podziwiać wspaniałą maderska przyrodę, w tym piękne góry. Wybierając się na górską trasę trzeba jednak pamiętać o tym, że zmianie wysokości towarzyszą często gwałtowne zmiany pogody i chociaż na dole jest wiosennie, na górze mogą zdarzyć się późnojesienne warunki. Nam niestety nie było dane skorzystać z tej rozrywki, wiadomo – z powodu deszczu. Udało się nam pokonać tylko kawałek jednej lewady, jednak w połowie trzeba było zawracać, gdyż z powodu zbyt dużo poziomu wody nie było opcji przejścia. Jednak niedosyt pozostał, więc na pewno trzeba tam wrócić 😊